Elbląska Olimpia w meczu 20. kolejki I ligi przegrała na własnym boisku z Zawiszą Bydgoszcz 0:3 (0:1). To ostatnie spotkanie o mistrzowskie punkty w tym roku. Elblążanie zimę spędzą na ostatnim miejscu w tabeli. Wiosną czeka ich walka o zachowanie pierwszoligowego bytu. Zobacz zdjęcia z meczu.
Zapoznaj się z tekstową relacją live z meczu Olimpia Elbląg - Zawisza Bydgoszcz
Jaki początek, taki koniec
Tylko najbardziej niepoprawni optymiści przed meczem z Zawiszą liczyli na to, że elblążanie są w stanie urwać punkty jednemu z kandydatów do awansu. Ale i oni musieli bardzo szybko zweryfikować swoje założenia i oczekiwania. Mecz jeszcze dobrze się nie zaczął, a Krzysztof Stodoła już wyciągnął piłkę z siatki. W 2. minucie spotkania Marcin Pacan sfaulował na 24 metrze zawodnika gości, do wykonania rzutu wolnego podszedł Paweł Zawistowski, który uderzył nad murem. Stodoła źle interweniował, „wypluł” piłkę przed siebie, dopadł do niej na 4 metrze najniższy na boisku Adrian Błąd i ze stoickim spokojem umieścił w siatce. Fatalne otwarcie Olimpii miało swoje przełożenie na dalsze wydarzenia na boisku. Goście dostosowali taktykę do wyniku, pozwolili Olimpii grać, a sami szukali okazji w kontratakach. Takie podejście mogło się na przyjezdnych zemścić, bo olimpijczycy z każdą upływającą minutą osiągali coraz większą przewagę i kilka razy poważnie zagrozili bramce Andrzeja Witana. Właśnie golkiperowi bydgoszczanie mogą zawdzięczać fakt, że do przerwy nie stracili przynajmniej dwóch goli. To bez wątpienia cichy bohater niebiesko-czarnych. Na szczególną uwagę zasługuje jego interwencja z 29. minuty, kiedy to czubkami palców wybił piłkę zmierzającą w długi róg po płaskim uderzeniu Mateusza Kołodziejskiego. Zresztą między 25., a 35. minutą żółto-biało-niebiescy zanotowali najlepszy okres meczu, kiedy przynajmniej trzykrotnie zakotłowało się pod bydgoską bramką, ale gościom dopisało szczęście i udało im się wyjść z olbrzymich opresji. Dogodnych sytuacji nie wykorzystali Bartosz Iwan (obrona Witana) i Mariusz Muszalik (trafił z ostrego kąta w boczną siatkę). Chwilę wcześniej (25. minuta) obrońcy wybili piłkę z 2 metra przed pustą bramką. Pomimo przewagi Olimpii i całkiem dobrej postawy było do przerwy 1:0 dla bydgoszczan. Taka postawa gospodarzy nastrajała jednak optymistycznie przed drugą osłoną i dawała nadzieje na korzystny końcowy wynik.
Egzekucja po przerwie
Te niezłe 45 minut w wykonaniu Olimpii (wyłączając sam początek i straconą bramkę), chyba uśpiło czujność gospodarzy, bo pierwszy kwadrans drugiej odsłony przesądził o losach pojedynku. Zwrotnym punktem sobotniej konfrontacji była 55. minuta i akcja Jakuba Wójcickiego. Takich bramek na pierwszoligowych boiskach i tym poziomie gry próżno szukać. Napastnik Zawiszy odebrał futbolówkę pod własnym polem karnym, popędził z nią w stronę bramki Olimpii i po blisko 70 metrowym rajdzie zdecydował się na uderzenie. O dziwo strzał okazał się bardzo precyzyjny i piłka wpadła „za kołnierz” Krzysztofa Stodoły, który meczu z Zawiszą zdecydowanie nie zapisze na konto swoich udanych występów. Drugi gol sprawił, że z gospodarzy „zeszło powietrze”. O ile przy stanie 0:1 mieli jeszcze ochotę do gry i walki o odwrócenie losów meczu, o tyle drugie trafienie gości odebrało ostatecznie wiarę w powodzenie walki o korzystny wynik. Zawisza jak zawodowy bokser skontrował jeszcze raz i uczynił to bardzo skutecznie. Defensywę Olimpii zaskoczył obrońca gości Michał Ilków-Gołąb, który jak rasowy snajper sfinalizował błyskawiczną kontrę i zamykając akcję na prawej stronie, z 4 metra skierował piłkę do bramki ustalając, jak się później okazało, końcowy wynik. Po trzecim golu goście z Bydgoszczy robili w zasadzie co chcieli, na wycieczki pod pole karne Olimpii wybierał się nawet stoper Krzysztof Hrymowicz, który w kilku akcjach ofensywnych pokazał, że w rozegraniu piłki i dryblingu nie czuje się gorzej, niż w obronie przedpola własnej bramki. Mecz zakończył się chyba zbyt wysokim, ale na pewno zasłużonym zwycięstwem gości, którzy w przekroju całego spotkania byli zespołem lepiej zorganizowanym (zwłaszcza w drugiej linii, gdzie rządził Martins Ekwueme), o wyższej kulturze gry i umiejętnościach czysto piłkarskich. Olimpii pomysłu starczyło zaledwie na pierwszą część meczu, w drugiej prócz ambicji i woli walki nie zaprezentowała w zasadzie nic.
Jednym radość, drugim smutek
Po końcowym gwizdku zwycięzcy odtańczyli na środku boiska taniec radości, a później pod sektorem gości długo celebrowali sukces z kibicami (druga wygrana w sezonei więcej niż jedną bramką, pierwsze tak okazałe zwycięstwo - przyp. red.). Pokonani olimpijczycy również pożegnali się z ze swoimi fanami, którzy do końca dopingowali żółto-biało-niebieskich. W Bydgoszczy radość, bo Zawisza po świetnej rundzie jest w stawce ekip, które pomiędzy sobą rozstrzygną kwestię awansu do ekstraklasy. Przed Olimpią na pewno ciężka zima. Ostatnie miejsce w tabeli, duża strata punktowa do bezpiecznej pozycji i niepewna sytuacja organizacyjna. Klub z Agrykola ma przed sobą bardzo trudne miesiące. W najbliższym tygodniu powinny być znane pierwsze decyzje. Z nieoficjalnych informacji docierających z klubu wynika, że pod uwagę brane są wszystkie rozwiązania, łącznie z dymisją zarządu klubu i dograniem ligi wychowankami. Indagowany na tę okoliczność krótko meczu prezes Łukasz Konończuk nie był zbyt rozmowny.
– Decydujący będzie najbliższy tydzień. Jestem po poważnej rozmowie z zawodnikami, myślę, że mają rozeznanie, co do obecnej sytuacji swojej i klubu. Wynik sportowy jest diametralnie inny od oczekiwanego i zakładanego. W tej chwili musimy się głęboko zastanowić w swoim gronie, co należy zmienić. Być może zmienić trzeba wszystko. Najpierw o naszych decyzjach dowiedzą się trenerzy i zawodnicy. Nie chcę mówić więcej, bo na tą chwilę nic więcej powiedzieć nie mogę. Być może pod koniec tygodnia klub wyda oficjalny komunikat – poinformował prezes Olimpii.
Olimpia Elbląg – Zawisza Bydgoszcz 0:3 (0:1)
0:1 – Adrian Błąd (2.), 0:2 – Jakub Wójcicki (55.), 0:3 – Michał-Ilków Gołąb (60.)
Olimpia: Krzysztof Stodoła – Mykoła Dremluk, Paweł Wojciechowski, Grzegorz Miecznik (58. Daniel Koczon), Marcin Pacan, Lubomir Lubenow (68. Bartłomiej Bartosiak), Krzysztof Kaczmarczyk, Mariusz Muszalik, Mateusz Kołodziejski, Bartosz Iwan, Łukasz Zaniewski
Zawisza: Andrzej Witan – Michał Ilków-Gołąb, Krzysztof Hrymowicz, Łukasz Skrzyński, Paweł Oleksy, Adrian Błąd (80. Michał Masłowski), Błażej Jankowski, Martins Ekwueme (90. Rafał Piętka), Paweł Zawistowski, Jakub Wójcicki (84. Vahan Gevorgyan), Rafał Leśniewski
Żółte kartki: Miecznik, Kaczmarczyk, Dremluk (Olimpia) – Ilków-Gołąb, Zawistowski, Leśniewski (Zawisza)
Sędziował: Mariusz Korzeb (Warszawa)
Widzów: 1739 (w tym ok. 500 z Bydgoszczy)
Komplet wyników 20. kolejki I ligi w sezonie 2011/12: Olimpia Elbląg – Zawisza Bydgoszcz 0:3, GKS Katowice – Olimpia Grudziądz 1:0, Ruch Radzionków – Górnik Łęczna 0:1, Flota Świnoujście – Kolejarz Stróże 0:2, KS Polkowice – Dolcan Ząbki 3:2, Arka Gdynia – Sandecja Nowy Sącz 2:0, Nieciecza – Wisła Płock 1:0, Warta Poznań – Pogoń Szczecin 1:2, Piast Gliwice – Polonia Bytom 3:1.
Zobacz pomeczową konferencję prasową:
Jaki początek, taki koniec
Tylko najbardziej niepoprawni optymiści przed meczem z Zawiszą liczyli na to, że elblążanie są w stanie urwać punkty jednemu z kandydatów do awansu. Ale i oni musieli bardzo szybko zweryfikować swoje założenia i oczekiwania. Mecz jeszcze dobrze się nie zaczął, a Krzysztof Stodoła już wyciągnął piłkę z siatki. W 2. minucie spotkania Marcin Pacan sfaulował na 24 metrze zawodnika gości, do wykonania rzutu wolnego podszedł Paweł Zawistowski, który uderzył nad murem. Stodoła źle interweniował, „wypluł” piłkę przed siebie, dopadł do niej na 4 metrze najniższy na boisku Adrian Błąd i ze stoickim spokojem umieścił w siatce. Fatalne otwarcie Olimpii miało swoje przełożenie na dalsze wydarzenia na boisku. Goście dostosowali taktykę do wyniku, pozwolili Olimpii grać, a sami szukali okazji w kontratakach. Takie podejście mogło się na przyjezdnych zemścić, bo olimpijczycy z każdą upływającą minutą osiągali coraz większą przewagę i kilka razy poważnie zagrozili bramce Andrzeja Witana. Właśnie golkiperowi bydgoszczanie mogą zawdzięczać fakt, że do przerwy nie stracili przynajmniej dwóch goli. To bez wątpienia cichy bohater niebiesko-czarnych. Na szczególną uwagę zasługuje jego interwencja z 29. minuty, kiedy to czubkami palców wybił piłkę zmierzającą w długi róg po płaskim uderzeniu Mateusza Kołodziejskiego. Zresztą między 25., a 35. minutą żółto-biało-niebiescy zanotowali najlepszy okres meczu, kiedy przynajmniej trzykrotnie zakotłowało się pod bydgoską bramką, ale gościom dopisało szczęście i udało im się wyjść z olbrzymich opresji. Dogodnych sytuacji nie wykorzystali Bartosz Iwan (obrona Witana) i Mariusz Muszalik (trafił z ostrego kąta w boczną siatkę). Chwilę wcześniej (25. minuta) obrońcy wybili piłkę z 2 metra przed pustą bramką. Pomimo przewagi Olimpii i całkiem dobrej postawy było do przerwy 1:0 dla bydgoszczan. Taka postawa gospodarzy nastrajała jednak optymistycznie przed drugą osłoną i dawała nadzieje na korzystny końcowy wynik.
Egzekucja po przerwie
Te niezłe 45 minut w wykonaniu Olimpii (wyłączając sam początek i straconą bramkę), chyba uśpiło czujność gospodarzy, bo pierwszy kwadrans drugiej odsłony przesądził o losach pojedynku. Zwrotnym punktem sobotniej konfrontacji była 55. minuta i akcja Jakuba Wójcickiego. Takich bramek na pierwszoligowych boiskach i tym poziomie gry próżno szukać. Napastnik Zawiszy odebrał futbolówkę pod własnym polem karnym, popędził z nią w stronę bramki Olimpii i po blisko 70 metrowym rajdzie zdecydował się na uderzenie. O dziwo strzał okazał się bardzo precyzyjny i piłka wpadła „za kołnierz” Krzysztofa Stodoły, który meczu z Zawiszą zdecydowanie nie zapisze na konto swoich udanych występów. Drugi gol sprawił, że z gospodarzy „zeszło powietrze”. O ile przy stanie 0:1 mieli jeszcze ochotę do gry i walki o odwrócenie losów meczu, o tyle drugie trafienie gości odebrało ostatecznie wiarę w powodzenie walki o korzystny wynik. Zawisza jak zawodowy bokser skontrował jeszcze raz i uczynił to bardzo skutecznie. Defensywę Olimpii zaskoczył obrońca gości Michał Ilków-Gołąb, który jak rasowy snajper sfinalizował błyskawiczną kontrę i zamykając akcję na prawej stronie, z 4 metra skierował piłkę do bramki ustalając, jak się później okazało, końcowy wynik. Po trzecim golu goście z Bydgoszczy robili w zasadzie co chcieli, na wycieczki pod pole karne Olimpii wybierał się nawet stoper Krzysztof Hrymowicz, który w kilku akcjach ofensywnych pokazał, że w rozegraniu piłki i dryblingu nie czuje się gorzej, niż w obronie przedpola własnej bramki. Mecz zakończył się chyba zbyt wysokim, ale na pewno zasłużonym zwycięstwem gości, którzy w przekroju całego spotkania byli zespołem lepiej zorganizowanym (zwłaszcza w drugiej linii, gdzie rządził Martins Ekwueme), o wyższej kulturze gry i umiejętnościach czysto piłkarskich. Olimpii pomysłu starczyło zaledwie na pierwszą część meczu, w drugiej prócz ambicji i woli walki nie zaprezentowała w zasadzie nic.
Jednym radość, drugim smutek
Po końcowym gwizdku zwycięzcy odtańczyli na środku boiska taniec radości, a później pod sektorem gości długo celebrowali sukces z kibicami (druga wygrana w sezonei więcej niż jedną bramką, pierwsze tak okazałe zwycięstwo - przyp. red.). Pokonani olimpijczycy również pożegnali się z ze swoimi fanami, którzy do końca dopingowali żółto-biało-niebieskich. W Bydgoszczy radość, bo Zawisza po świetnej rundzie jest w stawce ekip, które pomiędzy sobą rozstrzygną kwestię awansu do ekstraklasy. Przed Olimpią na pewno ciężka zima. Ostatnie miejsce w tabeli, duża strata punktowa do bezpiecznej pozycji i niepewna sytuacja organizacyjna. Klub z Agrykola ma przed sobą bardzo trudne miesiące. W najbliższym tygodniu powinny być znane pierwsze decyzje. Z nieoficjalnych informacji docierających z klubu wynika, że pod uwagę brane są wszystkie rozwiązania, łącznie z dymisją zarządu klubu i dograniem ligi wychowankami. Indagowany na tę okoliczność krótko meczu prezes Łukasz Konończuk nie był zbyt rozmowny.
– Decydujący będzie najbliższy tydzień. Jestem po poważnej rozmowie z zawodnikami, myślę, że mają rozeznanie, co do obecnej sytuacji swojej i klubu. Wynik sportowy jest diametralnie inny od oczekiwanego i zakładanego. W tej chwili musimy się głęboko zastanowić w swoim gronie, co należy zmienić. Być może zmienić trzeba wszystko. Najpierw o naszych decyzjach dowiedzą się trenerzy i zawodnicy. Nie chcę mówić więcej, bo na tą chwilę nic więcej powiedzieć nie mogę. Być może pod koniec tygodnia klub wyda oficjalny komunikat – poinformował prezes Olimpii.
Olimpia Elbląg – Zawisza Bydgoszcz 0:3 (0:1)
0:1 – Adrian Błąd (2.), 0:2 – Jakub Wójcicki (55.), 0:3 – Michał-Ilków Gołąb (60.)
Olimpia: Krzysztof Stodoła – Mykoła Dremluk, Paweł Wojciechowski, Grzegorz Miecznik (58. Daniel Koczon), Marcin Pacan, Lubomir Lubenow (68. Bartłomiej Bartosiak), Krzysztof Kaczmarczyk, Mariusz Muszalik, Mateusz Kołodziejski, Bartosz Iwan, Łukasz Zaniewski
Zawisza: Andrzej Witan – Michał Ilków-Gołąb, Krzysztof Hrymowicz, Łukasz Skrzyński, Paweł Oleksy, Adrian Błąd (80. Michał Masłowski), Błażej Jankowski, Martins Ekwueme (90. Rafał Piętka), Paweł Zawistowski, Jakub Wójcicki (84. Vahan Gevorgyan), Rafał Leśniewski
Żółte kartki: Miecznik, Kaczmarczyk, Dremluk (Olimpia) – Ilków-Gołąb, Zawistowski, Leśniewski (Zawisza)
Sędziował: Mariusz Korzeb (Warszawa)
Widzów: 1739 (w tym ok. 500 z Bydgoszczy)
Komplet wyników 20. kolejki I ligi w sezonie 2011/12: Olimpia Elbląg – Zawisza Bydgoszcz 0:3, GKS Katowice – Olimpia Grudziądz 1:0, Ruch Radzionków – Górnik Łęczna 0:1, Flota Świnoujście – Kolejarz Stróże 0:2, KS Polkowice – Dolcan Ząbki 3:2, Arka Gdynia – Sandecja Nowy Sącz 2:0, Nieciecza – Wisła Płock 1:0, Warta Poznań – Pogoń Szczecin 1:2, Piast Gliwice – Polonia Bytom 3:1.
Zobacz pomeczową konferencję prasową:
OK