
- Odegrałam rolę życia – mówi pani Jadwiga, która wczoraj (3 kwietnia) w godzinach wieczornych odebrała telefon od oszustów, chcących wyłudzić od niej pieniądze, w tym przypadku metodą „na wnuczkę”. Seniorka chce przestrzec innych, by byli czujni i dlatego skontaktowała się z naszą redakcją, by nagłośnić sprawę.
- Mi nie zależy na żadnym rozgłosie, ale niech może chociaż jeszcze jedna osoba, która to przeczyta, nie da się nabrać na takie oszustwo, to będę szczęśliwa – mówi kobieta, która zgłosiła się do naszej redakcji. Pani Jadwiga telefon od oszustów odebrała wczoraj wieczorem, zadzwonili na jej numer stacjonarny z numeru zastrzeżonego.
- To ja, twoja wnuczka. Mam złamany nos – usłyszała w słuchawce seniorka. Podkreśla, że nie rozpoznawała głosu (co tłumaczone było właśnie złamaniem), ale w jednym momencie nawet uwierzyła, że to może być wnuczka, bo w słuchawce padło dość podobne imię, poza tym złamanie było w tym przypadku dość prawdopodobne, w związku z tym, że prawdziwa wnuczka pani Jadwigi uprawia sport. Nie zgadzały się jednak inne szczegóły, a cała historia zdaniem naszej rozmówczyni się "nie kleiła".
- Oszustka przekonywała mnie, że był wypadek, że kobieta w szóstym miesiącu ciąży w jego wyniku poroniła i że trzeba wpłacić „kaucję zwrotną” - opisuje nasza rozmówczyni, nie pamięta już, czy chodziło o 40, czy 400 tys. zł. - Byłam pytana, czy może "u dziadziusia" coś jeszcze znajdę z pieniędzy, czy może ma pieniądze moja sąsiadka - dodaje.
Zadeklarowana przez seniorkę kwota miała nie być bowiem wystarczająca. Niby-wnuczka mówiła „tylko się nie rozłączaj, bo ja mam tylko jeden telefon”. - W międzyczasie, gdy udawałam, że szukam pieniędzy, zadzwoniłam z komórki na policję. Dalej oszustka informowała mnie, że ma zadzwonić do mnie policjantka w sprawie tej kaucji - opowiada nasza rozmówczyni.
Seniorka przyznaje, że oszuści są sprytni, bo na jej pytanie, kto kierował autem, które miało uczestniczyć w wypadku, usłyszała: „Babcia, przecież wiesz, kto u nas kieruje”. Z kolei udawana policjantka zachęcała później, by kobieta się nie denerwowała, żeby się napiła wody (co nasza bohaterka również "odegrała", nalewając sobie głośno wodę i pijąc). Padały też pytania, czy pani Jadwiga jest sama w domu, czy ma telefon komórkowy itd. Oszustka podająca się za policjantkę zadeklarowała, że zadzwoni za pół godziny. W międzyczasie do pani Jadwigi przyjechali prawdziwi policjanci.
- Otworzyłam im, ponieważ miałam podany ich rysopis przez komendę policji. Spędzili u mnie ze 40 minut. Policjanci stwierdzili jednak, że w takich sytuacjach oszuści już się pewnie nie odezwą, zwłaszcza, że nie przyznałam się, że mam komórkę, poza tym przestępców interesują raczej większe pieniądze niż te, o których rozmawiałam z wyłudzaczami. Podobno czasami oszuści przez 2 godziny potrafią prowadzić taką rozmowę ganiając ludzi po mieście i „kombinując” te pieniądze – mówi. – Odegrałam rolę życia – stwierdza jeszcze nasza rozmówczyni.
Potwierdziliśmy w Komendzie Miejskiej Policji, że taka sytuacja miała wczoraj miejsce.
- Doszło do próby oszustwa, policjanci byli u pani, która odebrała telefon od oszustów - mówi nadkom. Krzysztof Nowacki, oficer prasowy KMP w Elblągu. Dodaje, że policja zajmuje się tą oraz innymi podobnymi sytuacjami.
"Nie należy przekazywać żadnych pieniędzy osobom, które telefonicznie podają się za członków rodziny, pracowników administracji, gazowni bądź też policjantów lub innych funkcjonariuszy publicznych lub proszą o przekazanie pieniędzy przez osoby pośredniczące. Należy sprawdzić, czy jest to prawdziwy krewny, dzwoniąc do niego, a przede wszystkim powiadomić policję" - przypominają funkcjonariusze z Elbląga.