
- Nic nie pamiętam, byłem pijany, paliłem dopalacze – tak tragiczny wieczór wspomina, a raczej nie wspomina, 31-letni Kamil M. oskarżony o zabójstwo kolegi. Arkadiusz L. zginął w kwietniu 2016 r. w jednym z mieszkań przy ul. Władysława IV. Został dźgnięty nożem w klatkę piersiową. Uderzenie było silne, ostrze wbiło się na głębokość 8 centymetrów. Proces Kamila M. rozpoczął się dziś (7 marca) przed elbląskim sądem.
27 kwietnia 2016 r. późnym wieczorem policjanci zostali wezwani do jednego z mieszkań przy ul. Władysława IV. Na miejscu zastali mocno pijane towarzystwo, trwała reanimacja jednego z uczestników libacji. Mężczyzna został ugodzony nożem w klatkę piersiową, ale mimo wysiłku ratowników nie udało się go uratować.
Uczestnicy "spotkania" zakrapianego alkoholem nie potrafili wyjaśnić, kim był ich znajomy. Do sprawy policjanci zatrzymali trzy osoby: 33-letnią kobietę i dwóch mężczyzn w wieku 31 i 51 lat. Wszyscy byli pijani - mieli ponad 3 promile alkoholu i kontakt z nimi był utrudniony. Po wytrzeźwieniu zatrzymanych i przeprowadzeniu śledztwa zarzut zabójstwa postawiono 31-letniemu Kamilowi M.
Mężczyzna był wcześniej karany m. in. za kradzież, próbę wyłudzenia oraz za przestępstwa narkotykowe. Od zatrzymania konsekwentnie nie przyznaje się do zabójstwa kolegi. Wyjaśnienia złożył tylko raz, 6 maja 2016 r.
- Nie przyznaję się, nie pamiętam, paliłem dopalacze i byłem pijany – mówił w prokuraturze Kamil M. - Przez parę dni mieszkałem u znajomego z Arkiem [ofiara-red.], moim kolegą z dzielnicy i z jego dziewczyną Marzeną. Tamtego dnia kupiłem dopalacze, ze cztery lufki spaliłem. Piliśmy też alkohol. Wcześniej z Arkiem kłóciliśmy się o Marzenę, o to, że on ją uderzył – kontynuował. - Ale tego dnia to nie wiem. Nóż miałem od jakiegoś gościa. Dzwoniłem na straż pożarną, bo numeru na pogotowie nie pamiętałem – dodał na zakończenie. - Widziałem, że z Arkiem coś się dzieje. Potem na schodach zatrzymała mnie policja.
Dziś (7 marca) przed sądem Kamil M. również nie był rozmowny.
- Nie przyznaję się do winy – powiedział krótko.
Sąd wysłuchał natomiast biegłego z zakresu medycyny sądowej, który stwierdził, że aby spowodować ranę taką, jak u zmarłego Arkadiusza L., trzeba przebić się przez grubą warstwę mięśni. Cios musiał być więc zadany z dużą siłą, bo ostrze wbił się w klatkę piersiową na głębokość 8 centymetrów. - Śmierć w takiej sytuacji następuje w krótkim czasie – dodał lekarz.
Zapytany przez sędziego, czy istniała szansa na uratowanie życia, lekarz stwierdził: - Szansa zawsze jakaś istnieje, gdyby błyskawicznie pojawiło się pogotowie i został założony drenaż.
Kolejna rozprawa odbędzie się 9 marca.
Przestępstwo zabójstwa człowieka, określone w art. 148 § 1 kk jest zagrożone karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 8 lat, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.
Uczestnicy "spotkania" zakrapianego alkoholem nie potrafili wyjaśnić, kim był ich znajomy. Do sprawy policjanci zatrzymali trzy osoby: 33-letnią kobietę i dwóch mężczyzn w wieku 31 i 51 lat. Wszyscy byli pijani - mieli ponad 3 promile alkoholu i kontakt z nimi był utrudniony. Po wytrzeźwieniu zatrzymanych i przeprowadzeniu śledztwa zarzut zabójstwa postawiono 31-letniemu Kamilowi M.
Mężczyzna był wcześniej karany m. in. za kradzież, próbę wyłudzenia oraz za przestępstwa narkotykowe. Od zatrzymania konsekwentnie nie przyznaje się do zabójstwa kolegi. Wyjaśnienia złożył tylko raz, 6 maja 2016 r.
- Nie przyznaję się, nie pamiętam, paliłem dopalacze i byłem pijany – mówił w prokuraturze Kamil M. - Przez parę dni mieszkałem u znajomego z Arkiem [ofiara-red.], moim kolegą z dzielnicy i z jego dziewczyną Marzeną. Tamtego dnia kupiłem dopalacze, ze cztery lufki spaliłem. Piliśmy też alkohol. Wcześniej z Arkiem kłóciliśmy się o Marzenę, o to, że on ją uderzył – kontynuował. - Ale tego dnia to nie wiem. Nóż miałem od jakiegoś gościa. Dzwoniłem na straż pożarną, bo numeru na pogotowie nie pamiętałem – dodał na zakończenie. - Widziałem, że z Arkiem coś się dzieje. Potem na schodach zatrzymała mnie policja.
Dziś (7 marca) przed sądem Kamil M. również nie był rozmowny.
- Nie przyznaję się do winy – powiedział krótko.
Sąd wysłuchał natomiast biegłego z zakresu medycyny sądowej, który stwierdził, że aby spowodować ranę taką, jak u zmarłego Arkadiusza L., trzeba przebić się przez grubą warstwę mięśni. Cios musiał być więc zadany z dużą siłą, bo ostrze wbił się w klatkę piersiową na głębokość 8 centymetrów. - Śmierć w takiej sytuacji następuje w krótkim czasie – dodał lekarz.
Zapytany przez sędziego, czy istniała szansa na uratowanie życia, lekarz stwierdził: - Szansa zawsze jakaś istnieje, gdyby błyskawicznie pojawiło się pogotowie i został założony drenaż.
Kolejna rozprawa odbędzie się 9 marca.
Przestępstwo zabójstwa człowieka, określone w art. 148 § 1 kk jest zagrożone karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 8 lat, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.
A